Poezja

Wiersze

Ze „Skrytki...”

marker Boże, czy zabraniać kwiatom kwitnąć ...
Boże, czy zabraniać kwiatom kwitnąć
Czy zabraniać kwitnąć ostom które kłują?
Kłują mnie
Przypadkiem...
15.05.2001
marker obojętna droga...
obojętna droga
obojętne która
nie moja
15.05.2001
marker Podają nam chleb – kamień powszedni
Podają nam chleb – kamień powszedni
Podają nam sól, tę z oka
Wszystko po to, by ból był zwyczajny jak kiełbasa.
15.05.2001
marker Córeczka śpi
Córeczka śpi
Synek też
a ja
zmniejszam się powoli
i rano
znajdą mamę
małą jak mrówka
2002
marker jak i po co
jak i po co
czemu
podzielić się swoim życiem
całym
można wyciąć z niego
bezpieczny kawałek
bez Cholesterolu (?)
5/6 stycznia 2003
marker Spokój śniegu
Spokój śniegu
który wie że stopnieje
Spokój traw
czekających że zrudzieją
Spokój serc
które nie biją
nie znam spokoju
Czy mogę o niego
zawalczyć?
5/6 stycznia 2003
marker Cicha Noc
jest noc, cicha
tylko zegar
chodzi od ściany do ściany
a serce bije
5/6 stycznia 2003
marker dyskurs idealisty z romantykiem
dyskurs idealisty z romantykiem
przerwał
ten trzeci
to Pan Bóg
przyszedł i poszedł
zabrał tylko nadzieję
5/6 stycznia 2003
marker Nienawiść awersem miłości
Nienawiść awersem miłości
Strach odwrócić lustro
W mętnym zwierciadle twarz demona
Marzec 2003
marker każda lepsza niż żadna
każda lepsza niż żadna
mówisz
byłem z nimi
bo byłem sam
ktoś inny snuje się po burdelach
ktoś coś jakoś
próbujemy
my, ludzie zagubieni, wrażliwi
niepotrzebnie
niepotrzebni
zbyteczne nasze serca, palce, włosy
Marzec 2003

Z „Kropli”

marker Pierwsza kropla...
Krople łez
krople gwiazd
mała malutka maleńka
zgasła
łza zaszkliła się i wyschła
zamykam oczy
dobra noc ciemna
1999
marker Wizyta pod nieobecność
przyszłam tu płoszyć ptaki
wpuścić powietrze
podlać kwiaty
żeby żył dom
2004
marker jutro
jutro
przyszło znienacka
zaskoczyło wczoraj
przegoniło dzisiaj
bo Pan Bóg oddał nadzieję
podrzucił zapakowaną w szary zatłuszczony papier
do skrzynki dla niepoznaki
2003
marker „Zamyśleni”
jak ćmy co
w lampę zapatrzone
osmaliły głowy
siwizną prószone
próchno się tli
tli
ni chwili
ni chwili
ni chwili
    ciemno
2003 ?
marker po wizycie złodzieja
modlimy się
jak dzieci
słowami
starego pacierza
pod twoją obronę
matko nasza
ojcze nasz
a wokół nas noc
a na podłodze stygną ślady
włamywacza
koniec stycznia 2005
marker uciekać
uciekać
uciekać boso po piasku do rzeki do lasu wgłąb
najdalej
gęsty tupot pył spod stóp
biała koszulka podfruwa na ciele mokre warkocze

szybciej szybciej jeszcze szybciej
2003
marker jutro już dzisiaj
jutro już dzisiaj
noc połączyła
czas skrócony o głowę
do pozłoty
2003
marker A szkoda powie wiatr w górach
A szkoda powie wiatr w górach
Słyszałem kiedyś wasze szepty, były ładne
A szkoda powie promień słońca
Muskałem kiedyś wasze pośladki, były gładkie
Szkoda zaszumiała wierzba, widziałam wasze dłonie splecione
Tylko deszcz nie zastuka, deszcz
I tak płaczebr/>
2002
marker nie łatwo
nie łatwo
wydobyć serce
nauczone z mozołem
że nie wolno mu kochać
2005
marker Świeca i Pan
od płomienia byś się
zajął
i byłbyś wreszcie
zajęty
2003
marker krótkie listy
krótkie listy
krótkie westchnienia
krótkie teksty i myśli
lakoniczne w lapidarium
zostaną
zostanę
zostaniemy
2003
marker zdobywasz mnie
zdobywasz mnie
wytrwałą dobrocią
zachwytem
odmrażasz
to co dobre i złe
z lodu przetrwania
wracam do życia
miejscami zielona
miejscami pożółkła
twoją nadzieją silna
wypuszczę świeży pąk
zdążę przed wiosną
2005
marker na ołtarzu kładę
na ołtarzu kładę
naszą miłość
jak baranka
jak Abraham syna
jak biały opłatek
zbielałymi wargami szepcę
oto ja służebnica ...
05.10.2003
marker „KROPLA”
Kropla cierpienia, kropla szczęścia
Kropla tak mała jak ukłucie
Kropla w morzu, kropla rosy wody łzy...
01.11.2003
marker synku
synku
tęsknię
kocham Cię
duszo pokrewna
z tej samej gliny
ulepię Ci lepszy świat
stopnieje dopiero
gdy pojawi się (prawdziwa)
wiosna ...
2003
marker wczoraj był dzień matki
wczoraj był dzień matki
dostałam wczoraj prezent
ciebie córeczko od ciebie
zapakowaną w kwiaty
na stole chleb i miód i świeca
paląca
serce aż piekły oczy
2003
marker mojej córeczce
*
kiedy Ciebie pamiętam
ciepło ciepło
pod sercem
oddech cieplejszy
i uśmiech
kiedy płaczesz
kiedy Ciebie nie ma
płaczę

*
patrzysz mi w oczy
płytko, płyciutko
malutka, malutko
czasami

zaśpiewam Ci kołysankę na 3 pa
na dobranoc
na dobry dzień bo nowy
na dowidzenia

*
Chcesz mieć kolczyk
Bucik czy serduszko?
Przypomnij
Złoty zgubisz
Nieprawda nieszkoda nieboli
niepłacz
2001
marker z Ziemi Świętego
wiatr marszczy wodę błękitu basenu
jak anioł w sadzawce Betezdy
spokój cisza w sercu błoga
czy tak pogodnie i leniwie
wygląda (rajskie) szczęście?
2005
marker portret egipskiej dziewczynki
malutka poławiaczka pereł
w basenie
śliczna księżniczka godna Alladyna
uśmiecha się zagadkowo i przyjacielsko
gdyby potrafiła
opowiedziałaby chętnie
o sobie i koleżankach
w jakimś turystycznym narzeczu
może przyjdzie i na to
pora? jak urośnie
o ile nie skryją jej za czarną
zasłoną milczenia
2005
marker Plażą idzie piękna Maryja
Plażą idzie piękna Maryja
dziewica
ciało barwy ikony, włosy
wiatrem czesane głaszczą
kostium pieszczotliwie
obok niej Józef
wysoki, duże stopy
w gumowych sandałach
kształtni, piękni, kolorowi
kochają się
aż tu nagle Bóg
każe jej urodzić siebie ...
2005
marker pomnik dzieci
wchodzimy do grobowca dusz
ciemno, drogi nie widać
tylko znicze z góry z dołu
i z boku
pływają w wodach Styksu
a monotonia fal głosu wypomina
Haim Menzel lat 2
Izhak Miller lat 7 i tak bez
końca.

Czy przyjdziecie nad Potok Cedronu
w Dniu Ostatecznym
2005
marker może mieszka we mnie
może mieszka we mnie
jedna z dusz dzieci dla której
palą się znicze w Yad Vashem?
a może biblijna Ruth?
a może mały chłopiec który
uciekł z getta?
no bo dlaczego tak wzrusza
mnie los biblijnych braci i
dlaczego w Jeruzalem czuję się
jak w domu?
2005
marker kumple chłopaki
kumple chłopaki
my dzieci
Piwna Piaskownica
udane spotkanie
nieudane życie
09.07.2000 jeszcze przed 24.00
marker wstanę
wstanę
wbiję zęby w dzisiejszy
dzień
2005
marker Wisławie S.
nie jestem żoną Lota
a jednak codzień
zamieniam się w nieśmiały
słup soli
2006
marker Etykietka
Poetka
Pieśniarka
Malarka
Artystka z duszą Artysty
cofa się w czasie
w starym fresku
szuka ikony swojej twarzy
2003
marker zatańczmy jeszcze
zatańczmy jeszcze
moja baletnico
noga do góry
palce rozpostrzyj
i odrzuć głowę
tak trwaj
długo, najdłużej
czy czujesz zapach wiosny?
2001
marker Erykowi
gdzieś wpół drogi
między jedną a drugą
komorą serca
grzech przeistacza się w miłość
20/21.12.2006

Wiersze spoza książek

Z CYKLU „HARMONIA”

marker Początek
Droga wiła się wśród neogotyckich kościołów
Rozmawialiśmy jak zwykle o muzyce
Ty prowadziłeś

Pani mnie pewnie nie pamięta ale kochałem Panią
Pan mnie pewnie nie pamięta ale kochałam Pana

Z CYKLU „MIEJSCOWE TRZĘSIENIE ZIEMI”

marker zrzucić kostium
mozolne jest umieranie
trzeba się trudzić samemu
wyplątać (wyswobodzić)
w narodzinach pomaga matka

***

Oddać ostatni oddech
nie łatwo
wstrząsa piersią
jakby najbardziej związany
ten powiew
zanim zamieni się w wiatr

Z CYKLU „DOM”

marker Dom
Notatki, żeby kupić cukier
nie zapomnieć oliwek i nesquika,
tego z zającem, absolutnie koniecznie
zatkany zlew, telefon od i do brata
targanie za klamkę z wołaniem mamo
pełnym wymagań albo oczekiwań
i ta szara wstążka z prezentu od syna
piękna, związana na szafce, całkiem niepotrzebnie

dom dziecka

była tam szafa z lustrem o wiele za duża
książek za dużo, brak telewizora
na tapczanie tłok
a do ćwiczeń trzeba było nasunąć stół na leżankę by odkryć pianino
przyjaciele zanim weszli spotykali filtr
wiszenie na trzepaku pod kontrolą i tylko od święta
mama wtedy czytała książkę na skwerku na ławce

odmienna byłam zostałam

Recenzje

Skrytka

Warto zaglądnąć do zbiorku poezji pt. „Skrytka” autorstwa niejakiej Sylvii von Silberstein. Faktycznie skrywa się tam wiele ciekawych i elektryzujących utworów: coś między gnomem, antyfoną, haiku, a więc wszystko staje tu na głowie i widzi świat zawsze pod pewnym kątem, najczęściej emocjonalnym. Świat poetki został tu przy pomocy gry słownej rozłożony na podstawowe kolory z życia wzięte, które można zbierać i układać w dowolne mozaiki, zawsze niosące sens, choć bardzo osobisty. Absurd jest siłą tych wierszy, budzi poczucie ironii, często zażenowanie, ale prawie zawsze uśmiech na twarzy, bo jak pisze poetka „(...) smutek zaczął się/ tam gdzie śmiech/ skończył.” Pomiędzy wiersze sprytnie wkomponowano fotografie autorstwa W. Węcława, które dobrze uzupełniają swą tkanką wizualną artystyczny wymiar wersów poetki.

prof. Ignacy S. Fiut

Kropla

SŁOŃCE JEST CZERWONE NA WSCHODZIE

Teraz, kiedy napisanie każdego słowa przychodzi mi z wielkim trudem; bo przecież chodzi o słowa, które muszą być zrozumiałe, a żeby takimi były muszą być szczególne, idzie wszak o człowieka, teraz - Błogosławieni ubodzy w du­chu, albowiem ich jest Królestwo Niebieskie. Ale gdzie umie­ścić słowa, które płyną i nie są odbierane, choć są szczególne; w wierszu? Błogosławieni cisi, albowiem oni posiądą ziemię. Teraz, kiedy miłość, która ze swej natury ma otwierać człowieka do ostateczności, otworzyła mnie tylko dla jednego zamykając przed całym światem, przed ogromem napierającego słońca, napierającego każdego dnia, powracam do nowych wierszy mojej przyjaciółki, poetki Bożeny Boby-Dygi. I przypomina mi się, jak czytaliśmy je na wsi i jak niewiele z nich musiało w isto­cie do mnie dotrzeć, jak niewielki szczegół, a szło przecież o całość. Dlaczego? Krajobraz był niezmienny, ten sam, więc choć rozpoznawalny, również niepowtarzalny. Były zielone wzgórza, domowe zwierzęta, rzeczka. Było jasno i ciepło za dnia i ciemno i chłodno pod wieczór. Było wokół jakieś dziec­ko, które chciało się bawić. Bawić, bawić, bawić. Było normalnie i przyjemnie, dobry jeszcze letni czas żeby czytać nowe wiersze i nad nimi pracować. I spośród nich wybierać, póki umysł jest otwarty. Teraz jest inaczej. Tak, oczywiście, wiem: nic się nie zmieniło poza tym co we mnie.

Spotykam się z Bożeną, próbuję rozmawiać, teraz gdy roz­mawiać właściwie nie potrafię. Potrafię za to całkiem nieźle płakać, nagle i bez wyraźnych dla tych co patrzą powodów, niespodziewanych. Potrafię długo nie jeść i chyba wcale nieźle żyć powietrzem i być odbieranym, dawać się prowadzić z rąk do rąk. Potrafię czytać Szekspira i Becketta, czego nie umiałem nigdy. Błogosławieni, którzy się smucą albowiem oni będą pocieszeni. Słucham więc Bożeny, która mówi o łasce i byciu ła­ską obdarowanym. I na marginesie dodaje, że ta nasza letnia przygoda poetycka ma się wkrótce ukazać drukiem pod tytułem „Kropla”. Bożena ma wciąż wątpliwości, czy aby na wszystkie wybrane teksty powinno paść światło słoneczne. Przypomina mi moje wcześniejsze uwagi, a ja udaję że rozumiem, gdy w rze­czywistości nie dociera do mnie nic, a raczej - owszem - dociera do mnie kropla. Rzeczywiście, nie sposób nazywać tych tekstów inaczej jak kroplami. Kiedy taka spływa nam w życiu zawsze jest najważniejsza, najdroższa, zawsze nas od czegoś uwalnia. Każ­da jest szczególna, bo jest odrębnym i osobnym zapisem bólu.

Tylko podobnie, ale w istocie odmiennie żyjemy, więc pew­nie też różnie płaczemy. Nie wiem jak płacze Bożena, ale wy­daje mi się, że rzadko i pojedynczymi kroplami i bardzo ciężkimi. Ja tak płaczę, a rozumiem te zapisy, te jej krople wier­szy, z których chyba wszystkie są łzami. Kto zapisuje łzy. Wielu odziewa je, w słowa, formy, a piszą płacz wszyscy poeci świa­ta. I, tak, powstają w ten sposób arcydzieła. Ale kto nie pisze, lecz z a p i s u j e treść łzy? Taka treść jest krótka i esencjonal­na, jest jednym pomyśleniem, czy kumulacją pomyśleń. Co ją odróżnia spośród sentencji, złotych myśli? Łza nie jest żadną odpowiedzią, jest niedokończonym - zawsze niedokończonym - bólem, jego wyrwaną z całości cząstką. Łza żłobi boczną ścież­kę przy głównej drodze, ale trudno wyobrazić sobie życie bez tej ścieżki. Czy Bożena Boba-Dyga jest poetką, o tym decyduje jej dusza. Poezja to pojemne słowo, wiersz - również. Lecz nie chciałbym nazywać jej kropli wierszami. Tak wiele jest i przyby­wa wciąż wierszy, a tak niewiele jest łez. Wśród zapisów poetyc­kich znajdujemy zazwyczaj pojedyncze strugi. Książka Bożeny Boby-Dygi nie zawiera nic poza tymi strugami. Przecinają one kilkadziesiąt czystych, białych stron. Czemu mają służyć. A cze­mu służy płacz, cudzy płacz, nam kiedy go słuchamy? Czy ma nas, na Boga, „wzbogacać artystycznie” cudza nagość, czyjeś odarcie z szat?!?

Więc ani chcę, ani potrafię oceniać cudze łzy. Wiem tylko, że minęło kilka miesięcy odkąd poznałem łzy Bożeny. I przy­pominają mi się teraz, kiedy że są błogosławieni czystego ser­ca, albowiem oni Boga oglądać będą. I teraz, kiedy wszystko za mnie i we mnie mówi „nie” światu, bo zawarł się w czyjejś duszy, duszy drugiego człowieka, która wyparła ze mnie moją własną, teraz przypominają mi się te cudze łzy. Albowiem gdzie jest skarb twój - tam będzie i serce twoje. Teraz, „na ołtarzu kła­dę naszą miłość jak baranka jak Abraham syna jak biały opłatek zbielałymi wargami szepcę oto ja służebnica”... To jest odwa­ga, największa z wielkich, która jeśli nie zostanie przyjęta przez drugiego, spowoduje ze nie będzie już odwrotu. Lecz jeśli zo­stanie – ofiar a będzie tą siłą, która przywróci sprawcy wolność duchową. Człowiek nie zastanawia się, czy warto, bo jest to ta chwila, kiedy nie tylko się nie jest, ale się nie myśli. Moment decyzji, którą ktoś już za nas wcześniej podjął. Bóg? Pogódź się z przeciwnikiem swoim rychło, póki jesteś z nim w drodze. - „Oni na wojnie też się bali. / Kto taki? / Rekruci, mięso armatnie / szli / choć mogli zrejterować. / Szli jednak / i ja poszłam”.

Całe spełnienie w życiu jest w drugim człowieku. Całe speł­nienie w drugim człowieku znaczy zrozumieć, że jest tym, któ­rego nie można przegrać. „Choć mogli zrejterować, szli jednak”. Wy jesteście światłością świata; nie może się ukryć miasto poło­żone na górze. „I ja poszłam”.

I ja poszedłem. Moje oczy, rodzą po najcięższej z łez. Widać „nie potrafiłem żyć bez miłości” więc i ja poszedłem, Bożena.

Eryk Ostrowski, Kraków 2006

Udana kreacja wszechdziennika

Marek Wawrzyński

PAMIĘTNIK PISANY AKWARELĄ...

Są najróżniejsze wiersze. Bywają starannie dopracowane: każde słowo skrupulatnie dobrane, całość dopieszczona. Trochę jak piękne obrazy, malowane olejnymi farbami. Obraz olejny – to próba nadania trwałości przemijającemu światu. Krótkie, migawkowe wiersze Bożeny Boby-Dygi to raczej akwarele: kilka pozornie niedbałych machnięć pędzlem – ale podobno tylko w taki sposób malarz może na bieżąco uchwycić przelotny światłocień, koloryt świtu czy zmierzchu, odblask słońca na przepływających obłokach. Gdy podziwiamy obrazy akwarelowe, musimy uznać przemijanie, upływ czasu, za coś, co przynależy do samego sedna obrazu. W taki też sposób w pierwszej chwili odbieram wiersze Bożeny Boby-Dygi. Poetka stara się uchwycić nastrój chwili: ulotny, czasem niejasny, niedookreślony. Zarazem, przez publikację takich szkiców próbuje ona nam przypomnieć, że to z takich momentów składa się ogromna część życia człowieka; że nawet przy okazji późniejszych prób podsumowania własnych przeżyć i uporządkowania własnych poglądów nieuchronnie trzeba będzie nawiązać do tych migawkowych, pozornie nieuchwytnych wrażeń. Doniosłość tego rodzaju poezji wypływa nie z wewnętrznej logiki wejrzenia, ale z bogactwa osobistej wrażliwości i z wierności wobec przeżytych doznań. Swego rodzaju logiczną syntezą całego tego zbioru wierszy jest krótkie stwierdzenie:

miłość
to postawa serca
wobec rzeczywistości ( str. 101)

Poprzez codzienne doświadczenia, poprzez staranne notowanie bieżących doznań, autorka próbuje pojmować rzeczywistość. Szczerze pragnie nadążać za nią swym sercem.

fr Marek Pieńkowski O.P.

Lubię Bożenę, więc trudno mi się oprzeć jej wierszom. Najbardziej podobają mi się te niedopowiedziane, malutkie, zanurzone w wieczności jak kropla w oceanie; zaledwie przeczute…

Józef Baran

Kropla, chociaż jest mała, jak wiadomo może wiele znaczyć. Może przepełnić kielich, wskazać zabójcę, wyrazić strach czy ból. Zależnie od tego czy jest kroplą wina, krwi, potu czy – łzą. Wydaje się, że młoda poetka, Bożena Boba – Dyga, nie mogła trafniej nazwać drugiego tomu wierszy. Składa się on przecież z kropel: kropli refleksji, kropli uczucia, kropli prywatnej i tej dotykającej problemów całego pokolenia. Wiersze Bożeny są mi bliskie, może dlatego, że tak oszczędzają słów, nie rzucają ich na chybił-trafił, nie leją strumieniami, nie napawają się ich brzmieniem. Pilnują sensu i – kropla po kropli – wpadają w pamięć.

Elżbieta Zechenter-Spławińska

TAJEMNICZE LUSTERKO
o wierszach Bożeny Boby-Dygi

Z wierszami Bożeny Boby-Dygi zetknąłem się w 2003 roku, gdy przygotowywała do druku swój pierwszy tomik poezji. Opatrzyła go zagadkowym tytułem „Skrytka Sylvi von Sielberstein”. Kryła się w nim tajemnica, do której powracam dzisiaj, bogatszy o lekturę „Kropli” – jej najnowszego zbioru wierszy.

Rzecz właśnie w tajemnicy. Mało dziś poezji, która oferuje nam coś więcej niż tylko estetyczne wrażenia, jest nie tylko interesująca, ale czegoś uczy lub zmienia sposób myślenia. Na co dzień toniemy w potopie slow, w paplaninie reklam, wiadomości, rewelacji, które dopadają i literaturę, a ta nieporadnie walczy o przetrwanie. Ludzie przestają czytać książki w świecie przepełnionym wrzaskiem i pustosłowiem. Nie ulec temu, to duże wyzwanie dla poety, ale jak to zrobić, pozostaje tajemnicą. W wierszach Bożeny Boby-Dygi ona gdzieś się kryje.

Plażą idzie piękna Maryja
Dziewica
Ciało barwy ikony, włosy
Wiatrem czesane głaszczą
Kostium pieszczotliwie
Obok niej Józef
Wysoki, duże stopy
W gumowych sandałach
Kształtni, piękni, kolorowi
Kochają się
Aż tu nagle Bóg
Każe jej urodzić siebie...

Historia, którą znamy od dziecka, część naszej tożsamości, jakże jednak egzotyczna i daleka zarazem, w tych paru słowach staje się prawdziwa tu i teraz. Językiem prostym, ale nie uproszczonym, poetka dotyka sedna wiary milionów ludzi. Jest to temat na oddzielną rozprawę, bo w twórczości Boby-Dygi wiele jest utworów, które można by określić „poezją religijną” (cudzysłów konieczny ze względu na zazwyczaj negatywne konotacje terminu). Zero dewocji, maksimum duchowości – tak postrzegam podobne w treści utwory.

Podobnie poetka mierzy się z rzeczami ostatecznymi. Widzę tu cechę spychaną na margines w naszej epoce, epoce kariery, sukcesu i braku czasu, a mianowicie: pokorę, obecną w panowaniu nad poetyckimi emocjami:

śmierć nieznanych
wypadek na drodze
kąpiel w jeziorze
koniec planów i marzeń dla kogoś
żyjemy aż do śmierci
przeżywamy cudzą

Ta epigramatyczność pomaga zagonionemu czytelnikowi zatrzymać się w biegu, zadumać nad własnym istnieniem. W tym przede wszystkim upatruję siłę tych wierszy, że przemawiają do wyobraźni współczesnego człowieka nie zniżając się do jego poziomu. To miałem na myśli mówiąc, że jest to poezja, która może czegoś nauczyć. A sądzę, że potwierdzają to przekłady na szereg języków - angielski, niemiecki, hiszpański czy francuski.

Cykl „Przylistki bugenwilli” z tomiku „Kropla” to moje ulubione wiersze. Dotyczą one Ziemi Świętej czy - jak to w tradycji judaistycznej brzmi - „Ziemi Świętego”. Kto był w Palestynie, zobaczy w nich album własnych przeżyć, a kto nie był, może zapragnie tam pojechać?

Nad upalnym horyzontem
pustynnych gór
w zachodzącym słońcu
zawisł stoicki uśmiech wielbłąda...

Gdyby biura podróży, zamiast kolorowych folderów z basenami, hotelami, promocjami czy innymi „package-tourami”, zamieszczały w swych ofertach podobne obrazki, ich wakacje byłyby mniej wirtualne, a bardziej realne. Ale na bok żarty i marketing, bo oto wchodzimy do historii, tej najnowszej i tej najdawniejszej:

kogut i muezin to
dźwięki współczesnej Jerozolimy
gdzie dzwony krzyżowców?
gdzie pieśni i hymny Dawida?
kolo historii toczy się dalej

Wspomniany cykl to tylko jeden obok sześciu innych w tomiku „Kropla”. I bardzo dobrze, że po „Skrytce...”, która tak naprawdę była dopiero zwiastunem talentu Boby-Dygi, pojawiła się publikacja obszerna, na dziś przekrojowa tej twórczości.

Sama autorka jest osobą polisensoryczną. To trochę taki „Wyspiański w spódnicy”, i myślę, że młodopolski mistrz nie czułby się urażony tym porównaniem, wszak Boba-Dyga nie tylko pisze wiersze, ale również śpiewa, komponuje, maluje, fotografuje i... konserwuje zabytki. Dziesięciu by obdzielił.

Co się zaś tyczy poezji, sprawne poruszanie się w melodii języka cechuje niejeden wiersz, co zazwyczaj wiąże się z siłą wyrazu:

potłuczone naczynie serca
sączyło nieszczelnie

nie dopełniłeś przymierza
krwi i spermy

Zbiór „Kropla” jest na tyle różnorodny, że obok takich utworów znaleźć można inne, gatunkowo lżejsze jak np. „Epitafium żartobliwe”. Cokolwiek by nie mówić o stylu, nie brak w nim dobrego smaku i zrównoważenia. Rozmawiając z odbiorcami tych wierszy zauważyłem, że są to ludzie o często bardzo różnej wrażliwości, odmiennych gustach literackich, tak specjaliści jak laicy, tak literaci, jak ludzie nie czytający na co dzień poezji. Ten szeroki odbiór przywodzi mi na myśl koncerty Bożeny Boby-Dygi i głębokie wrażenie, jakie wywierają na publiczności. Mam nadzieje, że z czasem będzie częściej sięgać po własne teksty, wszak dotychczas trzon repertuaru stanowiły utwory innych poetów: Józefa Barana, Elżbiety Zechenter-Spławińskiej, Ewy Chruściel, Marka Wawrzyńskiego czy Andrzeja Dygi. Wiersz dedykowany Wisławie Szymborskiej, która zresztą zwróciła uwagę na występ Bożeny w Śródmiejskim Ośrodku Kultury w Krakowie, pozornie nie dający wielkich możliwości w piosence, wywołał we mnie rzadkie, szlachetne katharsis:

nie jestem żoną Lota
a jednak co dzień
zamieniam się w nieśmiały
słup soli

Na początku tej drogi poetyckiej, właśnie w roku 2003, kiedy dokonywałem wyboru wierszy Bożeny do debiutanckiego tomiku, Adam Ziemianin powiedział, że te, które mu się najbardziej podobają, są jak „ukłucia igłą”. To określenie zapadło mi w pamięć i w moim przekonaniu dziś, pięć lat od publikacji „Skrytki”, zyskało jeszcze na aktualności. Bo czasem dzieje się tak, że w (podświadomej) pogoni za oryginalnością poeci oryginalność tracą, Boba-Dyga natomiast nadal „kłuje swoją igłą”. To właśnie owe małe formy, wiersze „zaledwie przeczute”, jak zauważył Józef Baran, stanowią główny walor tej literatury.

Oczywiście, są też i wiersze, w których poetka jest jakby mniej precyzyjna w owym „kłuciu”, jakby fragmentaryczna czy zbyt lapidarna. Są to jakby impresje niedokończone. Taka jest cena form oszczędnych i przez to ryzykownych, jednak większość zbioru stanowią wiersze z wyraźną kropką nad „i”: „Wszystko co we mnie, bierze początek w nieskończoności i do nieskończoności powraca”.

„Kroplą Jestem w deszcze się obrócę”, powiada autorka, i dalej zachęca - „przeglądajcie się we mnie jak w lusterku”. Ja się skusiłem. A co więcej zobaczyłem, niech pozostanie tajemnicą.

Wojciech Węcław
Projekt witryny JAK - studio graficzne, wykonanie DataDiscovery - tworzenie stron internetowych.
Witryna zgodna ze standardami XHTML 1.0 i CSS.